Komentarze |
| Posted by Administrator (jerzy) on Apr 25 2012 at 8:04 PM |
Comments
| Kilka słów wyjaśnienia... | By Jerzy on Jan 12 2006 at 10:43 PM |
| Wszelkie wpisy dotyczace zmian adresow e-mail badz innych kontaktow prosze nadsylać na adres Administratora. Ten dział ma służyć wymianie informacji pomiędzy użytkownikami strony . Wpisy mogą byc dokonywane anonimowo.Lepiej jednak gdyby autorzy tekstów ujawniali swoją tożsamość- wiadomo że i tak Admin usunie niecenzuralne czy obraźliwe wpisy więc nie ma powodu do anonimowości?! W razie potrzeby kontaktu , będzie nam łatwiej dotrzeć do zainteresowanych osób.Liczymy na Wasze zrozumienie i aktywność. Bardzo Was przepraszamy za to że tu i ówdzie pojawiają sie angielskie słowa - póki co korzystamy z formularzy "Website Baker" którego wszystkie skrypty pisane są w języku programistów czyli w angielskim. Spróbujemy ułatwiać Wam korzystanie ze strony starając się wszystko dokladnie objaśniać w języku polskim . Jerzy Waliszewski |
|
| wspomnienie | By Unknown on Mar 18 2008 at 10:14 PM |
| 17.03.2008 Przeglądam dość często miejsce na tej stronie, gdzie można napisać coś od siebie. I chociaż minął już jakiś czas, jak dotąd nie znalazło się [oprócz suchego komunikatu ] żadne wspomnienie o zmarłym niedawno Panu Stanisławie Góreckim . Dlatego zdecydowałem się, chociaż to bardzo trudne, napisać kilka zdań od siebie. Po uroczystościach, będąc na placu parkingowym koło parku w Miliczu, pośród kilkudziesięciu zbierających się do odjazdu absolwentów, usłyszałem z grupy stosunkowo młodych wychowanków Technikum Leśnego [tak na oko czterdziestolatków] słowa; ‘odszedł dobry człowiek’ i drugiego ‘dla mnie był najlepszy’. Potwierdza się, że najprostsze słowa wyrażają najbardziej szczerą prawdę i prawdziwe uczucia. Jeden z kapłanów, biorących udział w ceremonii [również wychowanek Pana Stanisława ] nad otwartą mogiłą wspominał Jego dobroć, dobroduszność, wyrozumienie dla młodych, stoicki spokój i wielkie oddanie temu co robił. Kochał zawód, szkołę, lasy, łowiectwo a przede wszystkim tych młodych, których setki opuściło Technikum -również, a może najbardziej, wszystkich swoich wychowanków [ w ciągu 39 lat pracy w szkole był opiekunem kilku roczników ]. Chciałem jeszcze od siebie dwa słowa, nawiązując do tego, wspominanego przez wszystkich spokoju Pana Góreckiego. Tak, był spokojny, ale myślę, że okupował ten spokój olbrzymim wewnętrznym napięciem. Skrywał pod nim wszystkie złe chwile, niesprawiedliwość, przykrości, czasem lekceważenie. Ja sam i myślę, że moi rówieśnicy również, mamy w związku z tym swego rodzaju ‘moralniaka’ . W czasach naszej młodości ‘durnej i chmurnej’ , często zdarzało nam się perfidnie tą Jego dobroć i spokój wykorzystywać. Wiem, że przyznać się do tego, to za mało, ale mając w pamięci również te nasze grzeszki , tym bardziej wspominać będziemy Jego dobroduszność wyrozumiałość. Jeden z wychowanków młodszego rocznika, mój niegdysiejszy podleśniczy, do dziś pracujący w lasach krotoszyńskich opowiadał mi [wybaczcie dosłowność]; - Pan Górecki jako wychowawca nieraz zbierał joby za nasze wyskoki, tłumaczył i umniejszał wagę przewinień i wstawiał się za nas wszędzie, gdzie tylko możliwe. Taki właśnie był Pan Stanisław i tak Go pamiętają wszyscy, a tych kilkuset uczestników z wielu rejonów kraju, którzy z potrzeby serca i wielkiego szacunku wzięli udział w ostatniej drodze Wielkiego Wychowawcy tylko potwierdza to, o czym ośmielam się myśleć i o czym mówię; To był Dobry Człowiek Takim Go pamiętajmy. Grzegorz Kopytek |
|
| Grzesiowe przemyslenia | By Administrator on Jul 02 2010 at 5:20 AM |
| Zduny 05.o5.2010r. Dwie sprawy sa przyczyna, ze odzywam sie znowu. Po pierwsze: wchodzac czesto na strone „Milicz 68’ zauwazylem brak jakichkolwiek oznak zycia tak ze strony administracji tejze strony (no moze nie calkiem), jak i kogokolwiek z pokaznej przeciez liczby jej adresatów. Wszyscy milcza jakby w umykajacym czasie nic sie ciekawego nie dzialo, nie mówiac juz o wspomnieniach, dykteryjkach, anegdotach czy opisach wszelakich drak z dawnych czasów, o których tak chetnie opowiadamy podczas zjazdowych spotkan. Drugim powodem, który sprowokowal mnie do napisania tych zdan, jest obserwacja na moim osiedlu zachowania dzieciaków na boisku do siatkówki, którzy od wczesnej wiosny urzadzaja prawie codziennie turnieje w tej dyscyplinie sportu. Bardzo lubie patrzec na poczynania tych przyszlych (mam nadzieje) sportowców i zauwazylem prawidlowosc wymuszana przez tych odrobine starszych. Otóz zawsze dobieraja druzyny tak, ze starsi graja przeciwko mlodszym i ci biedacy z góry skazani sa na przegrana – chwalebne jest to, ze sie nie zniechecaja. Patrzac na te zabawy, przypomina mi sie historia z czasów szkolnych. Nigdy nie bylem ani sportowcem, ani zacieklym kibicem – ot tak, zeby byc za swoimi. Kiedys (bodaj bloto to pod koniec czwartej klasy) na terenie Szkoly odbywal sie „wojewódzki turniej pilki siatkowej dziewczat ze szkól rolnych i lesnych’. U nas wiadomo, druzyny dziewczat byc wówczas nie moglo, ale zawody odbywaly sie wlasnie na terenie obiektów sportowych Technikum. Chociaz wiekszego zainteresowania turniejem z naszej strony nie bylo, to ogladac dziewczyny w akcjach (chocby sportowych) zawsze bylismy gotowi. Organizatorzy jakos nie widzieli róznicy wieku zawodniczek, jako ze Technika byly piecioletnie (i dziewuchy starsze) a Zasadnicze Szkoly Zawodowe trzyletnie i tym samym – jak u nas na osiedlu – mlodsi stawali przeciwko starszym. Pamietam, ze faworytem byla druzyna z Technikum Rolniczego w Swidnicy, pannice z piatych klas (a wiec wszystko jasne), bardzo mocno zarozumiale i z góry patrzace na przeciwniczki (szczególnie mlodsze) i na nas za próby pozasportowego zainteresowania sie nimi. W kolejnym meczu to one wlasnie stanely przeciwko takim drobnym, niesmialym i zastraszonym dziewczetom z Zasadniczej Szkoly Rolniczej bodajze z Wolowa. Pierwszego seta wygraly gladko i wówczas wpadlismy na pomysl sciagniecia wiekszej ilosci kolegów do kibicowania przeciwko nim. Poniewaz sety trwaly dlugo (gralo sie wówczas „na straty’), zdazylo sie zebrac kilkudziesieciu chlopa i w sposób bardzo agresywny i bardzo glosny zaczelismy forowac zespól wyraznie slabszy. Doping ten echem odbil sie od murów szkolnych i po krótkim czasie z róznych zakamarków parku i internatu zaczely nadciagac posilki przylaczajac sie do zabawy. Na boisku stala sie rzecz niesamowita – najpierw szok obu druzyn a potem z faworytek, jakby ze zlosci zaczelo uchodzic powietrze, z kolei te mlodsze pomalu zaczely podnosic glowy i chyba uwierzyly w siebie. Zaczely grac jak w transie, wszystko im wychodzilo i przy akompaniamencie poteznego dopingu z kilkudziesieciu gardel doprowadzily do remisu, a nastepnie wygraly drugiego seta. W trzecim jakby urosly im skrzydla, graly jak z nut, pod siatka wyskakiwaly w góre jak jakies wiewióry, slabosc i mniejsze umiejetnosci nadrabialy niesamowita wola walki, rzucaly sie do pilki jak szczupaki. Wygraly tego seta i caly mecz przy aplauzie naszych chlopaków. Pamietam zakonczenie tego meczu – burza oklasków z naszej strony, wsciekle i nienawistne spojrzenia zarozumialych swidniczanek. Za to olbrzymia i autentyczna radosc teoretycznie slabszych panienek z zawodówki. Schodzily z boiska zaczerwienione, rozesmiane i z prawdziwie blyszczacymi oczami. Opiekunka tej grupy uszczesliwiona przyszla nam dziekowac mówiac, ze nigdy nie widziala swojej druzyny grajacej z takim zebem. To wlasnie wtedy uwierzylem wszystkim teoretykom i sprawozdawcom sportowym, którzy przy kazdej okazji przekonywali o wielkim znaczeniu kibiców i ich dopingu na imprezach, meczach i innych zawodach. Opisany turniej wygraly faworytki, ale do dzisiaj jestem pod wrazeniem metamorfozy tych mlodszych i slabszych dziewczat – one nigdy nie przypuszczaly, ze potrafia ograc takie wyjadaczki z za siatki. Ot, napisalo mi sie kilka zdan o malym epizodzie z czasów milickich, drobnym wspomnieniu wywolanym obserwacja dzisiejszych zabaw malolatów i wymusilem na Was przeczytanie tego mniemajac, ze nie smiejecie sie ze mnie za bardzo – gdyby komus podobna historyjka przypomniala sie, to forum otwarte -zapraszam. Grzegorz Kopytek |
|
| Grzesiowe wywody | By Unknown on Jul 12 2010 at 9:01 PM |
| Masz racje Grzesiu-faktycznie niewielu z nas nasza strona sie przejmuje-ze mna wlacznie. Najlepszy dowod na to to fakt ze Twoj list czekal prawie 2 miesiace na opublikowanie a tlumaczenie o klopotach i zmianie komputera wcale mnie nie usprawiedliwia. Tymniemniej warto pamietac o zakladce "Komentarze" i uwagi tego typu jak Ty zawarles w swoim liscie mozna umiescic wlasnorecznie i bezposrednio omijajac moje posrednictwo... Mnie tez denerwuje stosunek kolegow do nas i powszechne zobojetnienie. Dlatego ja sam rowniez postanowilem nieco "zobojetniec". Po co wszystkie nasze trudy - tych nielicznych ktorzy cokolwiek staraja sie zrobic aby nasze towarzystwo jakos jednoczyc? Skoro i tak koledzy - nawet i Ci ktorzy mieszkaja blisko siebie-nawzajem sie nie odwiedzaja, nie dzwonia do siebie i nieraz latami zyja bez kontaktow? Znajac nature ludzka to - bedac natretem- tak jak to robilem do niedawna wydzwaniajac po kolegach, mozna sie tylko narazic na posadzenie ze ja cos z tego musze miec skoro tak sie tym interesuje. Z kolei jak przyjezdzam do Polski to tez niewielu z kolegow znajduje dla mnie czas-nie mowiac tez i o tym ze nikt nie pofatygowal by sie mnie odwiedzic w miejscu przebywania w Lodzi czy Szklarskiej.Pewnie ze mozna to tlumaczyc brakiem czasu bo obowiazki sluzbowe i rodzinne zobowiazania i t d itp tlumaczenia ale kto chce ten potrafi wszystkiego dopilnowac a kto nie chce to i na Zjezdzie sie nie objawi...A moze nam wszystkim przydal by sie jakis extra specjalny doping...albo zdrowy kop ! Moze wtedy jakos bysmy sobie uprzytomnili mijajace bezpowrotnie chwile i stracone okazje do spotkan, wymiany mysli, wspomnien itd?! Pozdrawiam wszystkich serdecznie Jerzy Waliszewski |
|
| Wizyta w Kanadzie | By Unknown on Jul 19 2010 at 2:23 PM |
| Od dnia 17.06.2010 r. do 12.07.2010 r. przebywałem wraz z żoną i córką w Vancouver u Kolegi Jurka Waliszewskiego. Z chwilą wylądowania na lotnisku w Vancouver, wszystko co mnie tam spotkało było dla mnie wielką niespodzianką. Była to nasza pierwsza podróż za ocean ale bardzo udana i pouczająca. Niczego nie można tutaj porównywać z Polską, nawet przeliczanie dolarów na złotówki okazało się bezsensowne i spotkała mnie za to ze strony Jurka słuszna reprymenda. Za wszystko z czym spotkałem się w Kanadzie muszę podziękować Jurkowi, a zwłaszcza jego przesympatycznej i uroczej żonie Mirce, za przyjęcie nas pod swój dach i dbałość o nasze dobre samopoczucie w czasie całej wizyty. Specjalne podziękowanie należy się Jurkowi za codzienne kolacje przygotowywane na grillu, a ponad wszystko za wspaniale przygotowane potrawy z łososia, albo za zaskakujące nas niespodzianki, jak między innymi wyjazd do Whistler, Harrison i wieżę widokową w centrum Vancouver. Dziękuję za liczne wskazówki w czasie mojej wyprawy w Góry Skaliste dzięki którym zobaczyłem perły tych gór takie jak Banff, Jasper oraz trasę Hwy 93 (zwaną Szlakiem Cudów) przebiegającą przez największy w Kanadzie Park Narodowy Jasper. Dzięki cennym wskazówkom Krystiana, współpracownika Jurka mogliśmy wyruszać na podbój nieznanego nam miasta Vancouver. Bez problemów dotarliśmy do Stanley Parku największego parku świata, odnaleźliśmy most wiszący Capilano, który jest jedną z największych atrakcji turystycznych. British Columbii od 1889 r. oraz niezapomnianej, niezwykle malowniczej dzielnicy Downtown. Po prawie miesięcznym pobycie musieliśmy się na nowo odnaleźć w naszej polskiej rzeczywistości. Ten pobyt pełen niesamowitych wrażeń na długo pozostanie w naszej pamięci, a w domu czekała na nas „miła” niespodzianka, a mianowicie: rachunki za rozmowy telefoniczne z Kanady na wartość ponad 700 PLN. (Tośmy sobie pogadali 10 zł za min) Bogdan Wiatrak |
|
| Śmierć młodszego Kolegi | By Unknown on Jul 26 2010 at 9:18 AM |
| Pragnę poinformować Kolegów, że w m-cu czerwcu 2010r. zmarł nasz młodszy Kolega z rocznika 1966-1971 Roman Ziajka. Pracował w Nadleśnictwie Oleśnica Śląska na stanowisku Komendanta Straży Leśnej. W rozmowach ze mną często wspominał czasy szkolne i Kolegów z naszego rocznika, których znał i pamiętał wszystkich. Cześć Jego pamięci. Pozdrawiam Lech Okrasa. |
|
| Witajcie Koledzy. | By Unknown on Aug 19 2010 at 6:38 PM |
| Wrocław, dn.19.08.2010r. WITAM SZANOWNYCH KOLEGÓW Z MILICKIEJ SZKOŁY ŻYCIA. Pozdrawiam użytkowników naszej niepowtarzalnej strony historyczno-kontaktowej. Mam nadzieję, że prawie wszyscy mnie pamiętacie, chociaż na Zjazdach się nie pojawiałem. Od chwili ukazania się mojego portretu „pamięciowego” w Galerii Leśnych Dziadków, doświadczyłem wiele dowodów sympatii, zainteresowania czy chęci udzielania pomocy. A chociażby przykład ostatniej wiosennej powodzi na wrocławskim Kozanowie, gdzie mieszkam. Otóż to wywołało lawinę telefonów zainteresowanych „leśnych” Kolegów z kraju i zagranicy. Tadek Fraszczyk, to nawet chciał przysłać z Goszcza helikopter od BODZIA-potentata meblowego. Wreszcie poczułem się dowartościowany. Niestety, fala do mnie nie dotarła. A przy okazji chcę też podziękować Bogdanowi Wiatrakowi,Zbyszkowi Berkowi, Rysiowi Kosińskiemu, Wickowi Kobyleckiemu i Staszkowi Kaczmarkowi za pomoc, zaproszenia, spotkania , wysyłkę fachowej literatury i utrzymywanie łączności telefonicznej. Sieciowych kontaktów nawiązać jeszcze nie potrafię, gdyż jakoś nie mogę opanować tej aparatury nowej generacji. Komputer mnie nie słucha i vice versa, a ponoć to takie dziecinnie proste. Kłaniam się z wdzięcznością naszemu głównemu moderatorowi, Jurkowi Waliszewskiemu, dziękując za utworzenie i utrzymywanie tej wspaniałej szkolnej strony. Zachęcam Kolegów do tworzenia kolejnych wpisów i aktywnego korzystania z tej możliwości wymiany poglądów. Ślę życzenia zdrowia, pomyślności, sukcesów. Carpe diem ! Janusz Koman |
|
| Korekta | By Unknown on Oct 25 2010 at 3:33 PM |
| Witam! Mam dość skomplikowaną przeszłość związaną z pobieraniem nauki w placówkach oświaty leśnej.! Dwa lata zaliczyłem TL w Rogozińcu,następne trzy w Mojej Woli,ale rok i maturę na Wydziale Zaocznym w Miliczu.Trafiłem na Waszą stronę a tu niespodzianka.Okazuje się że pierwsi absolwenci zdali maturę w 1968 r.a ja mam przed sobą tablo absolwentów Wydziału Zaocznego ,którego kierownikiem był mgr Edward Kapuśniak,z roku 1967 ! Jeśli bylibyście koledzy zainteresowani skanem tablo jestem gotów je przesłać a jesli nie, to proszę ,gwoli prawdzie historycznej uzupełnić informację na temat pierwszych absolwentów naszej Alma Mater.Gratuluję udanej strony i pozdrawiam serdecznie Darz Bór ! Julian Kordys Legnica ul.Morelowa 54 |
|
| By Unknown on Feb 15 2011 at 6:50 PM | |
| Aż sie łza w oku kręci.... | |
| Zbliża się 50 rocznica. | By Unknown on Jul 30 2011 at 7:24 AM |
| Od dawna już zabierałem się do napisania kilku zdań, ale zawsze wypadało coś innego a ponadto czekałem, że wreszcie ktoś zabierze głos – widać czekałem daremnie. Jerzy pisał ostatnio o coraz bardziej galopującym czasie i coraz większej liczbie tych, co odchodzą na zawsze, strasząc że będzie gorzej, co powinno zdopingować więcej osób do zabierania głosu na tym forum. Mnie zdopingował, chociaż nie mam głowy w tych dniach do „uprawiania" jakiejkolwiek pisaniny, gdyż jestem w przededniu (połowa lipca i początek sierpnia) ślubów i wesel dwóch moich najmłodszych synów. Jak wiadomo, jest to czas organizacyjnej bieganiny i obmyślania sposobów studzenia gorących głów gotowych bez oglądania się na realia zrobić wszystko, aby było niepowtarzalnie i nieszablonowo ( w domyśle, żeby wszystkim opadły szczęki ). Próby przekonywania, że skromnie i mniej hucznie to też pięknie, nie odnoszą skutku. Dla nas jednak nie to jest problemem, jakoś to przeżyjemy, ale świadomość, że ostatni wyfruwają, ciąży i boli rodzicielskie serca. Tyle prywaty, teraz o sprawie. Zaglądam prawie codziennie na stronę w internecie w nadziei, że zgodnie z sugestią Jerzego, ktoś wreszcie odezwie się i podzieli jakimiś przemyśleniami na temat zbliżającego się jubileuszu lub w ogóle napisze cokolwiek, choćby o sobie (jakaś aktualność, nawet rodzinna) czy o kolegach. Niestety cisza jak na pogrzebie kierownika Urzędu Skarbowego i gdyby nie znajdowane w poczcie czasem wieści od W.Paprzyckiego lub ciekawostki od A.Chmary byłoby, jak na początku amnezji i sklerozy razem wziętych u niektórych, a sprawy naszych młodzieńczych przeżyć i przyjaźni przegrywają z codziennością starszych panów. Może przesadzam, bo jakiś czas temu napisał miły list ( dziękuję } Zygmuś Kusak „przyjaciel najdroższy’ – człowiek chodzący swoimi ścieżkami i przekonujący wówczas wszystkich o wyższości gitary elektrycznej nad innymi instrumentami (odszedł do Mojej Woli ), prosząc przy okazji o wiadomość na temat miejsca pobytu Jerzego Mikłaszewicza, które to pytanie w Jego imieniu przekazuję wszystkim coś o koledze Jerzym wiedzącym. Ostatnio otrzymałem przemiły list od Pani Marii Ptaszyńskiej, w którym bardzo ciepło wyraża się o naszych opisach starej szkoły a przede wszystkim o zamieszczanych wspomnieniach z czasów w niej pobytu, przypominając równocześnie znaną prawdę o trwaniu życia (w tym życia szkoły) dopóki, dopóty pamięć o nim nie ginie. Bardzo jestem wdzięczny za te słowa Pani Mario. Jest jeden koleś ( B.Wiatrak), który przy każdej okazji napomina mnie, abym przekonał wszystkich kolegów do fajnego pomysłu przygotowania na wspomniane wyżej 50 lecie szkoły jakiegoś skromnego wydawnictwa. Uważa, że można by zamieścić w nim bardzo krótki opis szkoły rozbudowywując jednak część o nas samych. Musiałyby składać się na nią opowiadania i wspomnienia Was wszystkich z uwzględnieniem drak, śmiesznych historii, miłych i niemiłych chwil, koleżeńskich przywar oraz przygód nie zawsze cenzuralnych. Również musiałoby znaleźć się tam miejsce dla wszystkich wychowawców i anegdot o Nich. Dodatkowo proponuje współczesną część, a więc jak się mamy obecnie, co przeżyliśmy, jak przebiegała kariera zawodowa, co się udało osiągnąć, gdzie mieszkamy itp. Koniecznie o rodzinie, dzieciach i wnukach – mogą być fotografie. Myślę, że nie jest to zły pomysł, jednak mając na uwadze niechęć większości do zabierania głosu na forum (wspominam wielokrotne i bezskuteczne apele od Jerzego oraz mnie samego) proponujemy stary, wypróbowany sposób porozumiewania się – korespondencję listową. Gdyby ktoś odebrał powyższe propozycje jako atak na tajemnicę danych osobowych, to przypominam wynurzenia użytkowników Naszej Klasy – zresztą rozpowszechnialibyśmy tą broszurkę tylko między sobą. Bardzo proszę wszystkich o opinię na powyższy temat. Oficjalnie jest już uzgodniony termin zjazdu na ostatni weekend sierpnia 2013r. – reszty szczegółów nie zdążyliśmy ustalić przed wakacjami, zrobimy to jesienią. Ktoś uznać może za przesadę już rozpoczynać przygotowania do kolejnego spotkania, ale wszyscy widzimy, że czas jakby bardziej rozpędzał i jak mówi Jurek, coraz nas mniej – ostatnio znów W.Bednarek, dlatego uznaliśmy, iż należy to zacząć a o postępach Was informować. O tych sprawach dyskutujemy również na cyklicznych spotkaniach z W.Paprzyckim i B.Wiatrakiem oraz kilku przyjaciółmi z „cywila’ , połączonych z odkrywaniem atrakcji kuchni w restauracjach i zajazdach odległych do 40km, od Krotoszyna, ale to Wojtek już kiedyś opisywał i dlatego nie podaję innych szczegółów (mogę tylko zdradzić, że zawsze mamy problemy z kierowcami). Wiadomo ogólnie jak będzie przebiegać to nasze kolejne zjazdowe spotkanie, bo jesteśmy konserwatystami (chyba z racji wieku) i na eksperymenty nie mamy ochoty – zresztą wiem jaki huczek podniósł się na nieśmiałą propozycję odbycia spotkania gdzieś poza szkołą i Miliczem, a więc będzie jak zwykle po naszemu z czego bardzo się cieszę. Rozpoczniemy jakimś drobno zakrapianym ogniskiem, potem apel z raportem i nieśmiertelnym „Darz Bór’, spotkania ze wspominkami, może jakiś koncert lub odczyt, zwiedzanie szkoły z uwzględnieniem ostatnich nowości (patrz oficjalna strona szkoły) a potem szalona zabawa i biesiada z narażeniem wątroby. A w niedzielę „odpoczynek’, obiad i kolejne pożegnania (na pewno z udziałem H.Ladry) oraz odjazdy z kompletem aktualnych fotografii, na których widać będzie co się z nami porobiło w ostatnim pięcioleciu. Piszę trochę żartobliwie, ale tylko dlatego, żeby przykryć gorycz i bezwzględność umykającego czasu, wierząc, że tak jak mnie, to spotkanie da wszystkim oprócz żartów i najfajniejszych wspomnień, również siłę do buntu przeciwko za szybko zmieniającym się kalendarzom c o i t a k n a n i c s i ę n i e z d a . Ale zamarudziłem. Kończę życząc wszystkim zdrowia i przypominając o konieczności zabrania głosu. Pozdrawiam jak najserdeczniej. Grzegorz Kopytek 10.07.2011r. |
|
| Zjazd 2013 rok. | By Unknown on Aug 02 2011 at 8:03 PM |
| Witam wszystkich kolegów! Do tej pory zawsze starałem się pisać i prosić kolegę Waliszewskiego o umieszczenie zdjęć, kondolencji,spotkań z kolegami podczas moich pobytów na Dolnym Śląsku, jak rownież odwiedzin kolegów u mnie, czy też moich nawoływań do redagowania naszej strony. Dziś postanowiłem dokonać takiego wpisu na stronie komentarze i proszę potraktować ten wpis jako życzliwy nie atakujący drugiego człowieka. Sprowokował mnie do tego ostatni wpis kol. Kopytka i jego przemyślenia. Otóż ja nie chwaląc się zaglądam na nasza stronę internetową www.milicz63com i nie tylko. Nie wiem jak wygląda cisza na pogrzebie kierownika Urzędu Skarbowego, bo na takiej uroczystości nie byłem ale wiem, że dnia 24.01.2011 r. Jerzy waliszewski umieścił mój list mailowy w skrzynkach mailowych kolegów, mimo, iż go prosiłem aby trafił on na jedną ze stron według uznania na którą. Odnosze wrażenie, że kol. Kopytek wyłącznie zagląda na stronę www.milicz63com dział ,,komentarze,,. Gdyby było inaczej to zauważyłby ile za pośrednictwem Waliszewskiego ja umieściłem, aby wzbogacić poszczególne działy. Przez grzeczność nie będę wymieniał kolegów do których dotarłem, ale najpierw musiałem ustalić ich miejsca zamieszkania bo ich nie mieliśmy w naszych zasobach. Jako ciekawostkę podam, że do jednego z kolegów dotarłem na podstawie widokówki, którą on wysłał do Waliszewskiego do Kanady ale nie podpisał się na niej. Dziś ten kolega wie, że jest taka strona i razem z żoną był w 2008 r. na zjeździe. Wymienić należy rownież zdjęcia do galerii kilku kolegów - same tam trafiły? Pisze kolega o amnezji i sklerozie u niektórych kolegów. Te przypadłości dosięgają nas wszystkich i oby tylko takie. Ale należy zrozumieć i innych kolegów. Dyr.Czesław Sadrakuła, kiedy kilka lat temu mówiłem mu, że absolwenci nie kontaktują się ze sobą, nie odwiedzają,nie zaglądają na naszą stronę itd. odpowiedział mi:,,Adam nie dziw się im. Ty jesteś na emeryturze, masz życie poukładane a oni pracują zawodowo i chcą osiągnąć emeryturę,,. Trudno nie przyznać mu racji. Dlatego więcej wyrozumiałości dla nich i ich pracy. Nie wszyscy są na emeryturach tak jak ja i Ty i nie wszyscy mają i umieją się posłużyć internetem. I tu jest właśnie pole do popisu aby docierać do ludzi, którzy chcą, mogą, umieją - inni z biegiem czasu sami zrozumieją, że warto się angażować. Pisze kolega o pomyśle B.Wiatraka dot.50-lecia naszej szkoły. Znam ten pomysł, ponieważ B.Wiatrak będąc ze swoją rodziną u mnie w Kołobrzegu opowiadał mi o nim. Póki co jest to tylko pomysł. A może go tak ująć w konkretne ramy i podać zainteresowanym? Na konkretach inaczej się dyskutuje. W 2003 roku na zjeździe podobała mi się forma którą wtedy przyjęto a mianowicie, kamera, wstawał uczestnik zjazdu przedstawiał się i opowiadał o sobie tyle ile chciał. Proszę aby ten pomysł też podać zainteresowanym. Sprawa zjazdu i nie tylko tego w 2013 roku. Kto zagląda na dział ,,żałobna karta,, ten wie ilu naszych kolegów ubyło. Pisałem już o tym wiele razy ale bez echa. Więc jak chcemy się integrować? Pytam! Dlaczego mając miejsce do spotkań, ostatnich żyjących wspaniałych nauczycieli, którym tak wiele zawdzięczamy, nie potrafimy skrócić okresu między jedym a drugim zjazdem? Tego koledzy a w szczególności Kol. Kopytek i Wiatrak nie dostrzegacie? Szkoda! Przypomnę tylko, że podobnie na ten temat wypowiadał się kol.Adam Chmara więc nie jest to tylko mój jedyny głos w tej sprawie. Weźcie to sobie pod rozwagę. Ostatnia rzecz, którą kol.Kopytek określił mianem prywaty na samym wstępie swojego wpisu. Dzieci jak ptaki wylatują z gniazda. Doświadczyło to wielu z nas ale nie martw się powrócą z pisklętami i będziecie się cieszyć z tak licznej gromady. Młodym życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia a Wam rodzicom pociechy z przyszłych wnuków. Ps. Sprawa adresu, telefonu do kolegi Jerzego Mikłaszewicza już kilka miesięcy temu została przekazana dla Zygmunta Kusaka z którym to mam kontakt mailowy i na skype. Pozdrawiam wszystkich kolegów i ich rodziny, życzę Wam dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności na długie lata. Adam Adamski Kołobrzeg,dnia 2.08.2011 r. | |
| Powrót z Sanatorium | By Unknown on Nov 27 2011 at 5:02 PM |
Dzisiaj wróciłem z sanatorium w Gołdapi nie daleko od mojego miejsca zamieszkania około 100 km. Jest to najmłodsze Polskie sanatorium powstało w 2000r. przed tym był tam ośrodek TVP. W stanie wojennym tam internowano 456 kobiet działaczek opozycji. Miasteczko położone jest nad jeziorem o tej samej nazwie w Puszczy Rominckiej. W czasie wojny Herman Gering w utworzył centrum dowodzenia Luftwafen. Puszcza była miejscem polowań Geringa (był wielkim łowczym III Rzeszy). Puszcza była miejscem polowań niemieckich cesarzy, świadczą o tym pomniki (kamienie) upamiętniające miejsca upolowanych jeleni. Puszcza Romincka tylko w części jest po Polskiej stronie pozostała część znajduje się na terenie Obwodu Kaliningrackiego. Po budynkach niemieckiego dowódctwa lotniczego pozostały zarośnięte lasem ruiny. Sanatorium w dalszym ciągu się rozbudowuje w przyszłym roku będzie czynna już pijalnia wód. A do końca 2013 roku dzięki odkryciu wód solankowych mają być gotowe tężnie. Wicek 19 Listopada 2011 |
|
| Jeśli mówimy o starości... | By Unknown on May 01 2012 at 11:02 PM |
| Fragment wypowiedzi naszej wspaniałej nauczycielki języka polskiego p. Marii Ptaszyńskiej.Postanowiłem zamieścić ten fragment wypowiedzi kierowanej do mnie( ale mam nadzieje ze P.maria wybaczy mi ta publikacje) żeby "podeprzeć" niejako swoja teorię widzenia świata w zaawansowanym wieku. cyt:"...Bardzo ubolewam nad tymi Uczniami,którzy tak bronią się pzed cywilizacją,czy mówią o starości,ona nie wynika z daty urodzenia,tylko z niewłaściwego myślenia.Poznawanie świata ,jego cudów,kontakt z ludżmi ,to są "leki" na starość. Mówienie o tym,że człowiek już nic nie może jest stary,to dowód/bez obrazy/prymitywizmu.Wiara w siebie,w moc naszego umysłu:"leczy" starość,chroni przed głupotą ,gdy rozum śpi budzą się demony.a ja myślałam,że nauczyłam Was że wiedza daje poczucie pewności siebie.Jest tyle do przeżycia przed Wami,dawajcie przykład młodym,że należy iść do przodu czasem stękając,ale iść!!!!!..."koniec cytatu I przypomnijcie sobie koledzy którzy nadużywają wymówek zasłaniając się starością postawę Dyrektora Ptaszyńskiego w 2008r. Właściwie ,wtedy jak się do nas "przespacerował" aby uczestniczyć w uroczystym apelu w czasie naszego Zjazdu 2008 nie miał już funkcjoinujących stawów biodrowych ! Cały ciężar ciała utrzymywał głównie na rękach bo na nogach nie mógł by ustać ale jednak przyszedł do nas i tylko on jeden wie ile go to bólu kosztowało ! Pomyślcie czasem o tym Wy którzy narzekacie że jesteście za starzy aby nauczyć się nowych rzeczy i Wy którzy starość wypominacie! Administrator Jerzy Waliszewski |
|
| Nasze zdrowie a komputer | By Unknown on May 06 2012 at 6:28 PM |
| Ostatni wpis naszego Administratora Jerzego przedstawia, jak sam pisze, jego „teorię widzenia świata w zaawansowanym wieku”, podpiera się przy tym fragmentem wypowiedzi Pani Marii Ptaszyńskiej. Każdy z nas ma niezbywalne prawo mieć własną wizję i żyć według jej reguł. Jednak chciałbym zwrócić uwagę kolegów, iż nasz stan psychiczny i samopoczucie jest silnie uwarunkowane naszym zdrowiem fizycznym, a z tym nie zawsze jest dobrze. Nie jestem ani malkontentem, ani tym bardziej hipochondrykiem, ale nasze zdrowie jest zbyt poważną sprawą aby je lekceważyć i kwitować niewłaściwymi komentarzami. Z grona naszych kolegów ubyło już ponad 20 osób, co stanowi ok. 30% całego stanu absolwentów, jest to bardzo wysoki wskaźnik, świadczący pośrednio o naszym zdrowiu. Co kilka miesięcy dowiadujemy się o kolejnych zgonach kolegów z naszego rocznika. Spore grupa kolegów cierpi na choroby naczyniowe, kręgosłupa, narządów ruchu, boreliozę i inne. Praca w leśnictwie, wbrew pozorom, niestety nie sprzyja długowieczności. Silne stresy, częste kontrole, praca w niekorzystnym mikroklimacie, nieregularny tryb odżywiania to główne czynniki, które mają zasadniczy wpływ na nasze zdrowie. Wielu kolegów po ciężkim, stresującym dniu pracy, nie ma po prostu ochoty na poznawanie tajników obsługi komputera. Nie ma też często osoby, która by im w tym pomogła. W głowie są plany do wykonania w następnym dniu: odbiórki, wysyłka drewna, sprzedaż, czy szacunki brakarskie. Do tego dochodzą problemy rodzinne. Przeciążenie pracą nie sprzyja rozwijaniu dodatkowych zainteresowań. W wolnym od pracy czasie niejeden woli też iść na polowanie, poczytać książkę, pograć w karty, czy po prostu wypić piwko w domowym zaciszu. A przecież jest jeszcze do obrobienia ogródek, koszenie trawy, wyjazd do odległego sklepu, itp. Podsumowując, uważam że należy wykazać więcej empatii i zrozumienia oraz zostawić każdemu prawo do posiadania własnej wizji widzenia świata i swojego życia. Pozdrawiam serdecznie kolegów. 6 maja 2012 r. Czarek Ejzert. |
|
Add Comment