Na tej stronie zamieszczać bedziemy wydarzenia nas dotyczące a ktore ze wzgledu na swoj charakter nie pasują bądź straciły charakter Komunikatów.
W Styczniu 2012 roku grupa naszych kolegów złożyła hołd w ostatniej drodze-naszemu cenionemu i szanowanemu koledze Marianowi Kusiakowi. Kilka wierszy poświęconych pamięci Mariana-napisanych przez Grzegorza Kopytka, znajdziecie wybierając z menu strony: Wymiana myśli.

Dyrektor Ptaszyński jakiego pamiętamy
z ostatniego Zjazdu Pierwszych Absolwentów w 2008 roku
15.12.2011
Wprawdzie minęło już kilkanaście dni od śmierci Pana Dyrektora Mariana Ptaszyńskiego, to w dalszym ciągu trudno pozbierać się i poukładać myśli, a usiąść do napisania czegoś o Nim (uważam, że jestem Mu to winien) jest trudno po wielokroć.
Niby mamy świadomość nieuchronnego końca każdego z nas, to jednak w obliczu śmierci kogoś znanego i bliskiego, ta świadomość jakby zakulała – przecież mógł jeszcze żyć, mógł realizować swoje zamierzenia, mógł być z rodziną. I chociaż wiemy o nieuleczalnej chorobie, o trudnej z nią walce, o wielkim cierpieniu Pana Dyrektora, to mimo wszystko żal okrutny i niedowierzanie, że nie ma Go już wśród żywych.
W dniu pogrzebowych uroczystości, na dziedzińcu szkolnym, potem przed kościołem oraz na cmentarzu, do kilkuset osobowego tłumu absolwentów Technikum Leśnego w Miliczu (tych dziadków z pierwszego rocznika stawiło się dwudziestu pięciu) dopiero zaczęła docierać świadomość jakiegoś braku, jakiejś wyrwy w trwaniu tego szkolno milickiego świata.Krzychu Błaszyk powiedział pod kościołem, ze dla nas i dla szkoły skończyła się pewna epoka.Miał rację.Bo mimo, że życie trwa dalej, że szkoła istnieje chociaż zawirowań nie brakuje, to odejście Pana Dyrektora, szczególnie dla nas, kończy ciągłość Technikum, tego z lat naszej w nim bytności, a dzisiejszą szkołą też piękną, ale inną i z problemami na miarę dzisiejszych czasów.Pamiętać Pana Dyrektora można w różny sposób – jedni będą wspominać szczególną dbałość o wygląd wychowanków w szkole i na zewnątrz (wiadomo mundur), inni przysłowiowe już nożyczki, jeszcze inni pamiętają Jego radość i dumę, gdy z podziwem oglądano nas podczas parad czy pochodów. Jeden z kolegów wspominał na ostatnim zjeżdzie bardzo częste, w całkowitej konspiracji, szybkie wyjścia do apteki po dostawę znanych wszystkim tabletek dla Pana Dyrektora – wtedy uważaliśmy to za niewinny nałóg i dyrektorską słabość _ dzisiaj wiemy, że nieświadomie pomagaliśmy w rujnowaniu zdrowia. Powiedział ktoś, a kolega A.Chmara zacytował, że wielkich ludzi poznaje się po wielkich czynach, a mądrych po drobiazgach, które w sumie urastają do rzeczy jeszcze większych i najczęściej bardziej pożytecznych. Myślę, że mówimy o kimś z drugiej części tego powiedzenia.
Pan Dyrektor przyjął na siebie bardzo wielki obowiązek stworzenia od podstaw w starym, częściowo zrujnowanym pałacu, obiekcie całkowicie nieprzystosowanym do pełnienia funkcji, jaką mu przeznaczono, szkoły z internatem o szczególnym profilu. (Czasy były inne, dzisiaj prawdopodobnie wybudowano by nową szkołę, a pałac oddano na hotel z atrakcjami).I zadanie zaczęło być realizowane. Razem z grupą pierwszych nauczycieli, entuzjastów i pionierów, jak powiedział pan Lech Voelkel, oraz z kolejnymi rocznikami młodych ludzi przychodzących do szkoły, zaczęła materializować się wizja Pana Dyrektora i powstawała nowoczesna placówka, gdzie w coraz lepszych warunkach pobierali naukę przyszli leśnicy.
To właśnie z tych czasów pamiętam Pana Dyrektora najbardziej, jako że właśnie wtedy budowano i modernizowano najwięcej, to wówczas powstawały ciągi instalacji grzewczych, elektrycznych,wodociągowych, kanalizacyjnych i wszędzie Jego gospodarska obecność nadawała tym robotom jakiegoś racjonalnego porządku.Wszystko, o czym wspominam, oprócz ogromu pracy wymagało niesamowicie dużych pieniędzy a remont i utrzymanie pałacu to była studnia bez dna. I tu pokazała się wielka determinacja Pana Dyrektora w zdobywaniu (wydzieraniu) funduszy z miejsc zdawałoby się niemożliwych. Pamiętać należy, że sponsoring był wtedy nieznany. Przy ówczesnym Ministerstwie Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego istniał Departament Kadr i Szkolenia Zawodowego, gdzie Naczelnikiem był pan Tadeusz Rejman lub Retman, który na kolejne wnioski o dofinansowanie Technikum Leśnego w Miliczu, rwał włosy
i uświadamiał panu Ptaszyńskiemu, że dostał w ciągu roku więcej, niż najstarsze Technikum Leśne w Białowieży w ciągu trzech lat. Dobrze, że Ministrowi Gesingowi zależało na naszej nowej szkole. Kołatanie o fundusze i niesamowita umiejętność ich zdobywania w tych czasach była drugim, po podnoszeniu poziomu nauczania i dbałości o warunki bytowe młodzieży priorytetem Pana Dyrektora.
Przypominam sobie jeszcze jedną ciekawostkę z tego okresu (też dotyczy gotówki).W czasie jakiejś uroczystości (bodajże było to odznaczenie sztandaru), urwał się z prawdopodobnie nudnej części oficjalnej pan Dominik Ciereszko, ówczesny włodarz powiatu milickiego i poprosił mnie o pokazanie świeżo wybudowanego mostu na Młynówce. Na miejscu wyjaśnił, że musi znać jego położenie, gdyż nasz Dyrektor przekonał go o konieczności budowy a następnie wymusił zapłacenie ze środków powiatu argumentując, że nowy most służył będzie nie tylko uczniom Technikum, ale reszcie miejscowej młodzieży w integrowaniu się. Argument był naciągany, gdyż wszyscy pamiętamy jakie mieliśmy „zażyłości” z miejscowymi na początku naszego pobytu w Miliczu, jednak most panu Dominikowi bardzo się podobał.Po ukończeniu przez nas nauki i odejściu ze szkoły, kolejne roczniki pomagały Panu Dyrektorowi realizować dalsze prace przy jej rozbudowie i modernizacji z nie mniejszą siłą oraz determinacja.
Nie mieliśmy już bieżących informacji o codziennym życiu szkoły, ale co rusz dochodziły wieści w sprawie nowości w Technikum – zawsze ktoś o nich wiedział i wiadomości rozchodziły się szybko. Szczególnie ci, którzy w szkole bywali lub przez Milicz przejeżdżali donosili a to o nowej elewacji, o domu dla nauczycieli, o nowej kotłowni i budynkach gospodarczych, czy odzyskanej i do szkolnych potrzeb przystosowanej części pałacu dawniej użytkowanej przez O T L. Potem nadeszły opowiadania o remontach części zabytkowych,o całkowitej zmianie otoczenia, i ta najważniejsza, o rozpoczęciu budowy nowego internatu.
Dzisiaj zdajemy sobie sprawę, że tak wielkie zaangażowanie się Pana Dyrektora w sprawy szkoły odbywało się kosztem rodziny i nie było obojętne dla Jego zdrowia, a złe języki złośników oraz zawiść małych ludzi dołowały Go nierzadko.Po latach i przejściu na emeryturę był na bieżąco ze sprawami szkoły, obserwował, czasem doradzał, cieszył się bardzo z osiągnięć i dobrej marki starego Technikum.Pamiętał o wszystkich, poznawał absolwentów z różnych roczników, rozmawiał z nimi o sprawach rodzinnych i problemach w „dorosłym” życiu (mnie po latach z troską zapytał o kłopoty i szczegóły, o których nie wiem skąd wiedział), pytał o najbliższych, interesował się zdrowiem. Z nazwisk pamiętał tych najbardziej zaangażowanych i ich zasługi dla szkoły o czym pięknie opowiadał podczas obecności na ostatnim zjeżdzie absolwentów.
To tam zapowiedział swoją obecność na następnym spotkaniu z okazji pięćdziesięciu lat istnienia Technikum Leśnego w 2013r.
Wielka szkoda.Wszyscy obiecujemy pamiętać o Panu na tym jubileuszu oraz zawsze, gdy o szkole naszej młodości mówić, myśleć i opowiadać będziemy.Kiedyś w przyszłości znów wszyscy spotkamy się na apelu.Szkoda, że nie będzie to zbiórka na dziedzińcu Technikum Leśnego w Miliczu.
W ciągu ostatnich miesięcy wiele się wydarzyło w naszej byłej szkole i w niczym nie przypominającej(chyba tylko z budowli) naszego Technikum . To co się stało w Listopadzie opisuje Tygodnik Milicki .Zachęcam do lektury tutaj:
http://tygodnikmilicki.pl/wiadomosci/milicz/906-siowe-przejcie-wadzy-w-zsl-u
Przez kilka dni w Marcu nasza strona byla nieczynna. Zawinil serwer gdzie po kilku zmianach zagubily sie przekierowania i zamiast naszej ogladalismy zupelnie inna nieznana strone. Jak to w Polsce bywa- miało być lepiej ...ale wyszło gorzej . Na szczęście wszystko wróciło do normalnego stanu. Milo wiec bylo otrzymac korespondencje jaka ponizej w calosci przytaczam:
''Jest nasza strona. I bardzo dobrze, bo już się bałem że zniknie na stałe. Jureczku robisz wielką sprawę i podobnie jak wszyscy nasi koledzy jestem Ci wdzięczny za to co robisz. Jesteśmy już w tym wieku, w którym coraz częściej wraca się do wspomnień. A najpiękniejsze wspomnienia to właśnie te z lat szkolnych i z upływem lat coraz bardziej to sobie uświadamiam. Strona którą stworzyłeś sprawia że w każdej chwili mogę wrócić do tych wspaniałych lat. Klikam i już jestem wśród starych kumpli. Wracają wspomnienia a równocześnie wiem co aktualnie u nich słychać, przynajmniej u niektórych z nich. Z pewnością w większym zakresie powinniśmy Cię wspomagać ale jest jak jest. Musisz nam wybaczyć. Pozdrawiam ''
Dla takich momentow wcale mi nie zal czasu i poswiecanej uwagi NA UTRZYMANIE NASZEJ STRONY -w takim stanie w jakim funkcjonuje. Ja postrzegam te sprawy tak samo jak nasz kolega w liscie powyzej. A moze domyslacie sie kto to napisal?

Łucja Górecka-żona naszego wspaniałego wychowawcy Staszka Góreckiego została PRABABCIĄ !!!
Prawnuczka(Górecka Zosia) urodziła się 09 Lutego 2010 r.
Serdeczne gratulacje od nas wszystkich PRABABCIU Lutko !!!
Gratulujemy rowniez serdecznie Dziadkowi Kazikowi Góreckiemu oraz Rodzicom malej Zosi !
w tym miejscu umieszczone bylo zdjecie prawnuczki Lutki- Zosi.
Babcia dziecka-Matka wnuka naszego drogiego Staszka Goreckiego-poprosila o nie umieszczanie zadnych informacji na temat Zosi i o usuniecie zdjecia z naszej witryny- czego tez dokonalismy. List z prosba podpisala matka Jakuba w swoim i jego imieniu. Dziwne czasy nastaly teraz w Polsce- Matki decyduja za pelnoletnich synow a gdzie te chlopy?...pytanie to zdaje sie slyszec jak echo z glosem Staszka-naszego wykladowcy ! Swoja droga gratulujemy Babci Renacie silnego charakteru, nie na tyle jednak silnego aby zwyciezac zdrowy rozsadek.Jezeli ktos z Absolwentow chcialbyb wyrazic swoje zdanie na ten temat do Babci Renaty to wystarczy kliknac w sloneczko...
A swoj droga to Zosia jest podobna do Prababci Lutki czy sie to komus podoba czy nie-i cale szcescie bo wyrosnie na sliczna dziewczyne !
Po wielkim zamieszaniu wywolanym przezBabcie Zosi(Renate), zdjecie wraca na swoje miejsce !!! Zdrowy rozsadek zwyciezyl i na prosbe Moniki- mamy Zosi umieszczamy je ponownie. Malo tego- poprosilismy o aktualne zdjecie,ktore tez zamiescimy i bedziemy mieli okazje zobaczyc jak Zosia sie pieknie rozwija!

a oto i nowe zdjęcia Zosi -najprawdopodobniej z urodzin bo Zosia wielce uradowana i prezentów wokół niej wiele...

czas leci a dzieci rosną- dopiero niedawno mała Zosia się urodziła- ku pociesze Babci Lutki i Babci Renaty a już jaka duża jest...

Tata Jakub bardzo dumny ze swej córeczki

Nierzadko deficytowych wtedy wykonawców musiał zbluzgać „dobrym” słowem uświadamiając ich, że praca, którą wykonują, jest na dziesiątki lat a nie tylko na czas
do jej odbioru. Do znakomitej części tych robót angażował nas i chociaż wtedy nie bardzo nam się to podobało, to jednak z czasem przekonaliśmy się do nich widząc efekty ułatwiające nam codzienne życie – zresztą nie było alternatywy dla „wolnego” czasu.